Menu Zamknij

O SILE NARRACJI W PIERWSZEJ OSOBIE

Długo sądziłam, że opowieści w pierwszej osobie zupełnie mnie nie interesują. Pojawiła się jednak niedawno historia, a w historii bohaterka, która bez ceregieli oznajmiła:
– Słuchaj, Madeyska, teraz ja. Odpuść sobie inne punkty widzenia.

Odpuściłam.

Początek projektu literackiego, to czas rozmaitych decyzji.
Jedna z nich dotyczy wyboru perspektywy narracyjnej. To od tego wyboru zależy m.in. to, czyim głosem opowiesz historię oraz w jaki sposób zorganizujesz strukturę tekstu.

Pojawiają się czasem historie, które domagają się pierwszoosobowej, bezwzględnej uwagi.

Właśnie dlatego bohaterką dzisiejszego odcinka jest narracja w pierwszej osobie. Narracja, która z żelazną dyscypliną organizuje fabułę. Mówię, co jest jej siłą, co słabością i dlaczego – mimo wszystko – warto się z nią zmierzyć.

Nie wszyscy jednak udźwigną ciężar klaustrofobicznie intymnego związku z protagonistą, protagonistą, ale też z czytelnikami, czytelniczkami. Ten rodzaj narracji buduje głębokie związki na wielu poziomach.

W tym odcinku wspominam również o pierwszej edycji mastermindu, zapraszam do kolejnej edycji, a także do jesiennych, tak, właściwie jesiennych warsztatów, chociaż zaczynają się w sierpniu.

Bo jesień zaczyna się wtedy, kiedy stąd, gdzie mieszkam, odlatują bociany.
Czyli zaraz po Matki Boskiej Zielnej.