34 • O KLĄTWIE SŁABYCH SCEN

Nie wiem, jak bardzo zaawansowany, zaawansowana jesteś w sztuce pisania, jakie masz za sobą lub przed sobą doświadczenia warsztatowe, wcześniej albo później staniesz twarzą w twarz ze słabą sceną.
Albo z sekwencją scen.
Marnych.
Marniutkich. W dodatku takich, które sam napisałeś, sama napisałaś.

Będziesz się gapić w monitor, rzadziej w kartkę papieru, chociaż to też możliwe, załóżmy jednak, że w monitor, na którym jedynym dynamicznym, udanym, zadowalającym elementem będzie kursor.
Tylko on.
A przed nim, między nim, za nim, słaba scena.
Nudna, pozbawiona energii, taka, w której walisz kawę na ławę, podtekstu w niej nie ma, a jeśli jest to tak marny, że nawet wyżej wspomniany kursor dostaje migotania przedsionków.

Czasem zdarza się tak, że nie wiesz, dlaczego scena, nad którą jeszcze wczoraj z radością, może nawet z lekkością, pracowałeś, pracowałaś, dzień później wygląda inaczej.
Żle.
Czegoś ma za mało.
Albo za dużo.
Kto wie?

Zacznijmy od początku. 
Czym jest scena?