Adoptowałam rudego bękarta
Zacznę brutalnie
Dziewięćdziesiąt procent opisów w prozie to śmieci. Wiem, ponieważ grzebię w tych śmieciach od lat. Jestem jak bezdomna, która liczy na to, że osiedlowym kuble znajdzie nadgryziony kawałek pizzy. Oczywiście hawajskiej. Z ananasami. Hawajka nadaje się tylko do wyrzucenia. Ananas na pizzy to zbrodnia. Na opisy do wywalenia trafiam i w tzw. literaturze, i we wprawkach. |
Klasyk gatunku
Na przykład opis postaci. Katarzyna była piękną kobietą o długich, kaskadowych włosach koloru miodu, które spływały na jej szczupłe ramiona niczym złoty wodospad. Jej oczy były jak dwa błękitne jeziora, głębokie i tajemnicze, w których można było się zanurzyć i odnaleźć spokój duszy. Miała delikatne rysy twarzy, alabastrową cerę i usta jak płatki róży, które układały się w czarujący uśmiech. Kiedy szła, poruszała się z gracją łabędzia sunącego po tafli jeziora, a jej sukienka falowała wokół zgrabnych nóg niczym morska piana. Czujesz mdłości? |
Brak konkretów
„Złoty wodospad”, „oczy jak jeziora”, „usta jak płatki róży”, „gracja łabędzia”, „morska piana” – do wyrzucenia. To wyświechtane metafory, które czytelnik, czytelniczka zna aż za dobrze. Działają, jasne że działają. Na niekorzyść pisarza, pisarki. Taki opis to doskonały dowód rozkosznej grafomanii. |
Idealizacja
Katarzyna nie wygląda na kobietę z krwi i kości.
Wygląda na figurę z reklamy szamponów.
Albo perfum. Na przykład podróby Pani Walewskiej, która się ciągnie od parteru do trzeciego piętra.
Reklamę osadziłabym w połowie lat dziewięćdziesiątych.
Nie widzę Katarzyny.
Nie wiem, jak wygląda.
Nie rozumiem intencji autora.
Gubię się w jeziorach i w łabędzich szyjach.
Przymiotniki
Rozpływa się Katarzyna we mgle przymiotników. Konkrety robią robotę |
Punkt widzenia
Może narrator to poeta na kwasie. Punkt widzenia prowadzi zawsze do punktu siedzenia. Perspektywa narracyjna jest kluczowa. |
A jeśli to dobry opis?
Tak, pod warunkiem, że jest fragmentem listu, mejla, esemesa zakochanego poety albo nastolatka. |
Adoptowałam rudego bękarta
Bo Was zamęczę pisaniem.
Warsztaty „Lato 2025”. I magiczne relacje się pojawiają. |
Co potrafi mój bękart?
Potrafi RANIĆ: „Liczył kafelki w łazience. Dwieście czterdzieści osiem. Dokładnie tyle dni minęło od śmierci Joanny”.
Potrafi ZWODZIĆ: „Ogród wyglądał jak z katalogu. Tylko ziemia pod różami była świeżo przekopana. Trochę za głęboko”.
Potrafi KRZYCZEĆ: „Czerwień. Wszędzie czerwień. Na ścianach, na podłodze, na rękach Katarzyny. To tylko farba. Tylko farba, powtarzała sobie Katarzyna. Słodka w smaku?”.
I wiesz co?
Mój bękart wyrósł na księcia. Nie chowa się już po kątach. Nie wstydzi się swojego pochodzenia. Pakuje się do tekstu z podniesioną głową i robi robotę. Na warsztatach pokażę Ci, jak adoptować własnego bękarta. Bo każdy rudy bękart może zostać księciem. |
Warsztaty
Opis to bohater naszego drugiego warsztatowego spotkania.
Zniżka regularna trwa do 5 lipca do godz. 22:00.
Poźniej bękart zatrzaśnie drzwi.
Nie do końca jest wychowany.
Taki bękart.
Tymczasem uściski!
Madeyska

